Właśnie wróciłam z czterodniowej wycieczki szkolnej w Bieszczady. Widzieliśmy Sandomierz, Solinę, Polańczyk i połemkowskie wioski.
Ośrodek wczasowy, w którym się zatrzymaliśmy, był nieco archaiczny. Ten telefon ma tzw. tarczę wybierakową i o dziwo działa.
Zalew Soliński jesienią jest niezwykle malowniczy. Ciekawostką jest, że pod względem objętości, to największy tego typu zbiornik w Polsce. Na zdjęciu widać, że lustro wody jest poniżej najwyższego poziomu (na ścianie molo).
Pogoda była dosyć wietrzna, stąd cieplej się ubrałam.
Cały czas miałam wrażenie, że to nie jezioro ale morska zatoka, bo tak imponujący jest ten zalew.
Kamieniste, nieporośnięte brzegi to efekt działania elektrowni na zaporze i zmiennych stanów poziomu wody.
Zalew Soliński wyróżnia bardzo przejrzysta woda, ale ze względu na znaczną głębokość jeziora, widać to tylko przy skalistych brzegach.
A to ja i kapitan na mostku podczas rejsu. Przez pewien czas to ja, dosłownie, nadawałam kurs naszej wycieczce, dzierżąc ster.
Po trudach zwiedzania był też czas na pieczone kiełbaski i gorącą herbatę przy ognisku.
Ostatniego wieczoru mieliśmy dyskotekę. Z tej okazji mieliśmy dostęp do klubu bilardowego. Zabawy było sporo, więc raz pozwoliłam sobie na lekko ekstrawagancki odpoczynek :P
Gra szła mi tak, że raz wygrywałam a raz... przegrywałam. Nie zdradzę co częściej :D
Pozdrawiam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz